Właśnie zaczął się sezon na TV shows, z jednej strony wybierają modelki, z drugiej najlepszych kucharzy, a z jeszcze innej poszukiwana jest małżonka życia. A to wszystko na ekranach naszych telewizorów. Przy pomocy pilota możemy wybierać spośród wielu, naprawdę wielu opcji. Polki żyjące w Stanach? Masz. Grupa osób zamknięta w domu? Proszę bardzo. Kamery w domach gwiazd? Czekaj, czekaj.. ok załatwione. Telewizja robi wszystko, dosłownie wszystko, żeby zadowolić widza i to jest straszne. Naprawdę.
Osobiście nie oglądam zbyt często telewizji. Wolę już obejrzeć coś w Internecie. Ale nie ukrywam, że mi się zdarza oglądać seriale oraz różnego rodzaju programy rozrywkowe, nie samym Youtubem człowiek żyje, i z roku na rok sytuacja staje się coraz gorsza. Przed uczestnikami takich programów stawiane są coraz trudniejsze zadania. I nie chodzi tu o konkurs kto wymyśli lepszą historię, czy kto miał gorsze dzieciństwo. W niektórych programach uczestnicy muszą ryzykować. A wypadki się zdarzają.
Ideą Igrzysk Śmierci ,jeśli ktoś nie wie o co chodzi, choć wątpię to śpieszę z pomocą, jest zabawienie publiczności. Na arenie zamyka się 24 osoby. Otrzymują one trochę jedzenia, leków, broni i mają zadanie. Wzajemnie się wykończyć. Musisz umrzeć, żeby zwiększyć oglądalność, a jeśli wykażesz się sprytem i trochę się poukrywasz to kto wie? Może nawet wygrasz.
Historia kołem się toczy i już taka sytuacja miała miejsce. Może nie było kamer i głosowania kto jest twoim ulubieńcem, ale zamykano ludzi w koloseum i kazano im się wzajemni pozabijać. Ktoś o tym słyszał? Rzym, gladiatorzy? Takie klimaty. Uważam, że zmierzamy właśnie w tym kierunku.
Przepraszam, że będę używać głównie przykładów z Top Model Polska, ale chyba nie oglądam innych programów takiego typu, całe szczęście, i program ten świetnie obrazuje co chcę przekazać.
Zacznę może od obrazka powyżej. W bodajże zeszłym roku uczestnicy musieli użyć jakieś takie urządzenie wodne. Kazano im wznieś się i pozować do zdjęcia. Oczywiście straż wodna była, karetka była, ale wypadek się zdarzył. Może nie bardzo poważny, ale był. Mogło być gorzej. Na takiej wyrzutce wodnej można wzbić się bardzo wysoko i jeśli ktoś straci kontrolę i spadnie to może zdarzyć się nieszczęście. I co zamiast modelką możesz zostać kaleką. Fajnie? No raczej nie.
Jeżeli jesteśmy w temacie TM i wody to tegoroczni uczestnicy też nie ominęli mokrego zadania. Dla odmiany musieli przepłynąć jezioro. Pomijam już to, że wszyscy rzucili się na te łódki, kajaki, czy co tam mieli. Chodzi o to, że ktoś panicznie może bać się wody lub nie potrafi pływać, czy cokolwiek. Przecież nie ośmieszy się przez całą Polską i nie zrezygnuje ze swoich marzeń. Jest już tak blisko. Nie chce krakać, że bardzo łatwo może wydarzyć się tragedia. A to z jakiego powodu? Tylko i wyłącznie dla zapewnienia rozrywki.
Jeszcze tylko wspomnę o sytuacji, która wydarzyła się i w TM i w You Can Dance i wielu wielu innych programach. Występ na wysokości. Czy to jest złe? Póki jest bezpieczne to czemu nie, a jeśli nie? Wiem, że trochę przesadzam, ale od pokonywania własnych słabości do głupiej śmierci nie jest daleko.
Przykładów można wymieniać setki, począwszy od Big Brother'a i kończąc na Enjoy The View Love Natalia.
Wiem, że przechodzę ze skrajności w skrajność (nie ukrywam, że lubię to robić) ale często takie przykłady najlepiej obrazują całą sytuację. Nie twierdzę, że tak na pewno będzie, bo tego nie wiem, ale uważam, że z roku na rok jesteśmy coraz bliżej takiej sytuacji.
środa, 16 września 2015
środa, 9 września 2015
Jak zniszczyć sobie życie?
Mówi się, że to trudny wiek, że sobie nie radzi lub że po prostu się zagubił - nie wie co robi. Przecież to jeszcze dziecko, zazwyczaj dobre dziecko *tak pewnie, każde dziecko z problemami jest dobre i grzeczne, ekh no no wierze*.
Wiem, wiem mamy już znajomych od piwka, ale coś takiego długo nie przetrwa. Musisz zapewnić sobie stały dopływ podstawowych surowców, pamiętajmy, że masz 14 lat! No więc, w takiej grupie muszą znajdować się pewne osoby. Przede wszystkim:
- Osoba pełnoletnia - Jak nie ona to kto załatwi piwko?
- Dresiarz.. albo dwójka - Musicie zapewnić sobie ochronę.
- Dziecko z nadzianymi rodzicami - Im młodsze tym lepsze - da się łatwiej zastraszyć. Przecież ktoś musi dawać hajs.
W ostateczności trzeba się poddać, iść na odwyk i poudawać dobre dziecko, ale gdy chcecie się trochę zabawić to powiedzcie, że zgwałcił was wf 'ista ... albo ksiądz - każdy się nabierze.
Mam nadzieję, że komuś pomogłem i pamiętajcie - nie stosujcie tego w domu. :)
Prawda jest taka, że jest to ludzka głupota. Nic na to nie poradzimy. Nie zrobimy nic z kolorem naszych oczu, ani odcieniem skóry. Uważam, że człowiek z natury jest zły i nigdy nie przestanę tak myśleć. Oprócz tego jest głupi. Dlatego musimy z tym walczyć.
Teraz, specjalnie dla was, napiszę niezawodny poradnika jak łatwo i szybko zniszczyć sobie życie, a to wszystko tylko w 5 krokach!
1. Po co komu szkoła?
Przecież masz te 14 lat. Jako tako umiesz liczyć, już nauczyłeś się czytać, więc po co komu szkoła. Głupi nie jesteś, więc po co tam jeszcze chodzisz?
Na początek możesz uciekać z ostatnich lekcji i nie przychodzić na pierwsze. Później unikaj jakiś lekcji - najlepiej matematyki, bo jest najczęściej. Jak zastosujesz taką taktykę przez kilka miesięcy to nawet nikt nie zauważy, gdy w ogóle nie przyjdziesz do szkoły.
Na początek możesz uciekać z ostatnich lekcji i nie przychodzić na pierwsze. Później unikaj jakiś lekcji - najlepiej matematyki, bo jest najczęściej. Jak zastosujesz taką taktykę przez kilka miesięcy to nawet nikt nie zauważy, gdy w ogóle nie przyjdziesz do szkoły.
2. No to jak poszliśmy na wagary to może jakieś piwko na rozluźnienie. Przecież to nic takiego.
Poszukaj sobie jakiegoś starszego znajomego, najlepiej grupkę. Zagadaj z nimi i BACH. Masz darmowe alko. Pamiętaj, aby nie zaszaleć na początku, musisz zrobić dobre wrażenie.
Dobrze by było jakbyś wkręcał się na jakieś imprezy - jeszcze więcej darmowego alkoholu!
Dobrze by było jakbyś wkręcał się na jakieś imprezy - jeszcze więcej darmowego alkoholu!
3. Spróbujmy czegoś mocniejszego!
No więc pierwsze kroki za nami. Piwko już wypiliśmy, wódeczka się polała to teraz czas na konkrety. Jak będziesz na jakiejś imprezie to zagadaj do znajomych żeby spróbować czegoś mocniejszego. Jak oszczędziłeś parę groszy to kupcie na początek coś lekkiego, a dopiero później przerzucajcie się na "Mocarza", jeśli słabo z kasą to nic się nie bój. Zawsze można wąchać klej, syropem na kaszel też nie gardź!
4. Pamiętaj o odpowiednim towarzystwie.
Wiem, wiem mamy już znajomych od piwka, ale coś takiego długo nie przetrwa. Musisz zapewnić sobie stały dopływ podstawowych surowców, pamiętajmy, że masz 14 lat! No więc, w takiej grupie muszą znajdować się pewne osoby. Przede wszystkim:
- Osoba pełnoletnia - Jak nie ona to kto załatwi piwko?
- Dresiarz.. albo dwójka - Musicie zapewnić sobie ochronę.
- Dziecko z nadzianymi rodzicami - Im młodsze tym lepsze - da się łatwiej zastraszyć. Przecież ktoś musi dawać hajs.
5. A jak coś nam nie wyjdzie to zwalmy na dorosłych.
W ostateczności trzeba się poddać, iść na odwyk i poudawać dobre dziecko, ale gdy chcecie się trochę zabawić to powiedzcie, że zgwałcił was wf 'ista ... albo ksiądz - każdy się nabierze.
Mam nadzieję, że komuś pomogłem i pamiętajcie - nie stosujcie tego w domu. :)
środa, 2 września 2015
Liceum nie decyduje o przyszłości!
Niedawno,podobnie jak kilka tysięcy innych, młodych polaków, musiałem podjąć decyzję dotyczącą szkoły średniej. Oczywiście razem z procesem rekrutacyjnym towarzyszył mi stres. Obmyślałem plusy i minusy szkoły i myślałem co bym chciał robić w życiu i co bym chciał studiować i czy mam zamiar studiować. Ostatecznie zdecydowałem się na liceum - jeśli to kogoś interesuje.
Gdy zaczął bić ostatni dzwonek i każdy już musiał złożyć dokumenty na określony kierunek to wśród moich znajomych rozlegały się "poważne dyskusje", np,
"Ja pójdę na hum-praw to zostanę prawnikiem!" albo
"Ja pójdę do technikum to przynajmniej będę miał zawód!" lub
"Ja pójdę na mat-fiz to przynajmniej będę miał jakieś perspektywy, a nie jak te humany!"
Przepraszam, jeżeli kogoś zmartwię, ale nawet jeśli pójdziesz do najlepszego liceum lub technikum z najnowszym sprzętem to i tak pójdziesz pracować do "mac'a". A tak serio:
Po pierwsze:
Jeżeli pójdziesz na bio-chem to nie musisz zostać lekarzem,
Po drugie:
Jeżeli pójdziesz do technikum to nie zawsze dostaniesz super pracę.
Liceum ma nas przygotować do matury. Lepsze i bardziej prestiżowe liceum przygotuje nas dobrze do matury, ale musimy się uczyć!
Jeżeli masz zamiar zostać lekarzem to możesz iść na bio-chem, bo tam skupiają się właśnie na kierunkach rekrutacyjncyn na studia medyczne, ale jeżeli wybierzesz inny profil, a pod koniec liceum ci się odmieni to idź na studia medyczne!
Moim zdaniem warto wybrać kierunek, który nas interesuje. Nie musi wybierać kierunku studiów, ani pracy. Oczywiście, będzie nam łatwiej jeżeli będziemy mieć przedmioty rozszeżone, które pasują do naszych studiów, ale liceum nie musi określać na jaką szkołę wyższą musimy iść.
Gdy zaczął bić ostatni dzwonek i każdy już musiał złożyć dokumenty na określony kierunek to wśród moich znajomych rozlegały się "poważne dyskusje", np,
"Ja pójdę na hum-praw to zostanę prawnikiem!" albo
"Ja pójdę do technikum to przynajmniej będę miał zawód!" lub
"Ja pójdę na mat-fiz to przynajmniej będę miał jakieś perspektywy, a nie jak te humany!"
Przepraszam, jeżeli kogoś zmartwię, ale nawet jeśli pójdziesz do najlepszego liceum lub technikum z najnowszym sprzętem to i tak pójdziesz pracować do "mac'a". A tak serio:
Po pierwsze:
Jeżeli pójdziesz na bio-chem to nie musisz zostać lekarzem,
Po drugie:
Jeżeli pójdziesz do technikum to nie zawsze dostaniesz super pracę.
Liceum ma nas przygotować do matury. Lepsze i bardziej prestiżowe liceum przygotuje nas dobrze do matury, ale musimy się uczyć!
Jeżeli masz zamiar zostać lekarzem to możesz iść na bio-chem, bo tam skupiają się właśnie na kierunkach rekrutacyjncyn na studia medyczne, ale jeżeli wybierzesz inny profil, a pod koniec liceum ci się odmieni to idź na studia medyczne!
Moim zdaniem warto wybrać kierunek, który nas interesuje. Nie musi wybierać kierunku studiów, ani pracy. Oczywiście, będzie nam łatwiej jeżeli będziemy mieć przedmioty rozszeżone, które pasują do naszych studiów, ale liceum nie musi określać na jaką szkołę wyższą musimy iść.
środa, 19 sierpnia 2015
5 książek, które zmieniły moje życie!
Uważam czytanie za jedną z najprzyjemniejszych sposobów spędzania czasu. Lubię poznawać bohaterów powieści i obserwować ich przygodę. Dziwne może się wydać to, że kilka lat temu nienawidziłem czytać i uważałem to za największą mękę, ale nie dziś o czytaniu tylko o książkach. O książkach, które w jakieś sposób zmieniły moje życie.
Trylogia "Igrzysk Śmierci" - Suzanne Collins
Zapewne znacie tę historię: co roku w wyniku losowania wybiera się 24 młodych obywateli totalitarnego państwa Panem. Zmuszani są oni do wzajemnego zabijania się dla rozrywki bogatych mieszkańców tego kraju. Trwa to ponad 70 lat dopóki dójka nastolatków z 12 dystryktu nie łamie zasad gry. Reszty nie mogę wam zdradzić. Jeśli nie czytaliście książki, ani nie oglądaliście filmu gorąco was do tego zachęcam.
Książka zawiera ponadczasowe racje. Pokazuje w jaki sposób człowiek może być okrutny i uświadamia, że człowiek z natury jest zły. Ale nie dlatego kocham tę książkę. Kocham ją, ponieważ dzięki niej zacząłem przygodę z czytaniem.
"Poczwarka" - Dorota Terakowska
Całe życie Adama i Ewy podległe jest planowi. Wszystko musi być idealne. Ich związek powienien być idealny, ich dom musi być idealny oraz ich wspaniałe dziecko musi być idealne. Ich perfekcyjny świat został zniszczony przez dziecko. Przez ich, nieidealne dziecko. Dziecko chore na zespół Downa.
Od zawsze byłem tolerancyjny. Nie na zasadzie, że mi to nie przeszkadza, ale naprawdę szanowałem i często akceptowałem (nie zawsze, bo nie zawsze) innych ludzi. Chorych ludzi również nie dyskryminowałem. Choć często robili różne, dziwne rzeczy wiedziałem, że to przez chorobę i starałem się ich unikać, bo po prostu się ich bałem. Bałem się ich zranić. Teraz wiem, że mimo tego, że chorzy ludzie żyją w swoim świecie to nie stracili kontaktu z rzeczywistością i wiedzą, czy ich ktoś unika, czy nie.
"Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" - Regina Brett
W pewnym momencie swojego życia zadałem sobie kilka pytań. Nie wiedziałem w co wierzę, w co chcę wierzyć i czy w ogóle chce wierzyć. Wtedy bardzo pomogła mi właśnie ta książka, ale tytuł ten nadaje się nie tylko dla katolików. Książkę tę powinien przeczytać każdy, pomimo tego, że autorka często odwołuje się do swojej wiary rady, które udziela są uniwersalne. Serdecznie wam polecam tę pozycję!
Trylogia "Niezgodna" - Veronica Roth
Z całej trylogii to "Wierna" wywarła na mnie największe wrażenie. Dzięki niej zrozumiałem, że każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i że warto poświęcić się dla bliskich. Nie mam pojęcia, czy autorka to chciała przekazać czytelnikowi, ale ja tak odebrałem tę książkę.
"Oskar i pani róża" - Éric-Emmanuel Schmitt
Ta książka nauczyła mnie, że na wszystko przyjdzie pora. Nieważne ile mamy lat, nieważne ile przeżyliśmy, nieważne z jakiej rodziny pochodzimy, czy ile mamy pieniędzy - każdy musi umrzeć i musimy o tym pamiętać. Może wydawać się to dołujące, ale mnie motywuje do działania - wiem, że mam pewien odcinek czasu i muszę go przeżyć jak najlepiej.
Trylogia "Igrzysk Śmierci" - Suzanne Collins
Zapewne znacie tę historię: co roku w wyniku losowania wybiera się 24 młodych obywateli totalitarnego państwa Panem. Zmuszani są oni do wzajemnego zabijania się dla rozrywki bogatych mieszkańców tego kraju. Trwa to ponad 70 lat dopóki dójka nastolatków z 12 dystryktu nie łamie zasad gry. Reszty nie mogę wam zdradzić. Jeśli nie czytaliście książki, ani nie oglądaliście filmu gorąco was do tego zachęcam.
Książka zawiera ponadczasowe racje. Pokazuje w jaki sposób człowiek może być okrutny i uświadamia, że człowiek z natury jest zły. Ale nie dlatego kocham tę książkę. Kocham ją, ponieważ dzięki niej zacząłem przygodę z czytaniem.
"Poczwarka" - Dorota Terakowska
Całe życie Adama i Ewy podległe jest planowi. Wszystko musi być idealne. Ich związek powienien być idealny, ich dom musi być idealny oraz ich wspaniałe dziecko musi być idealne. Ich perfekcyjny świat został zniszczony przez dziecko. Przez ich, nieidealne dziecko. Dziecko chore na zespół Downa.
Od zawsze byłem tolerancyjny. Nie na zasadzie, że mi to nie przeszkadza, ale naprawdę szanowałem i często akceptowałem (nie zawsze, bo nie zawsze) innych ludzi. Chorych ludzi również nie dyskryminowałem. Choć często robili różne, dziwne rzeczy wiedziałem, że to przez chorobę i starałem się ich unikać, bo po prostu się ich bałem. Bałem się ich zranić. Teraz wiem, że mimo tego, że chorzy ludzie żyją w swoim świecie to nie stracili kontaktu z rzeczywistością i wiedzą, czy ich ktoś unika, czy nie.
"Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" - Regina Brett
W pewnym momencie swojego życia zadałem sobie kilka pytań. Nie wiedziałem w co wierzę, w co chcę wierzyć i czy w ogóle chce wierzyć. Wtedy bardzo pomogła mi właśnie ta książka, ale tytuł ten nadaje się nie tylko dla katolików. Książkę tę powinien przeczytać każdy, pomimo tego, że autorka często odwołuje się do swojej wiary rady, które udziela są uniwersalne. Serdecznie wam polecam tę pozycję!
Trylogia "Niezgodna" - Veronica Roth
Z całej trylogii to "Wierna" wywarła na mnie największe wrażenie. Dzięki niej zrozumiałem, że każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i że warto poświęcić się dla bliskich. Nie mam pojęcia, czy autorka to chciała przekazać czytelnikowi, ale ja tak odebrałem tę książkę.
"Oskar i pani róża" - Éric-Emmanuel Schmitt
Ta książka nauczyła mnie, że na wszystko przyjdzie pora. Nieważne ile mamy lat, nieważne ile przeżyliśmy, nieważne z jakiej rodziny pochodzimy, czy ile mamy pieniędzy - każdy musi umrzeć i musimy o tym pamiętać. Może wydawać się to dołujące, ale mnie motywuje do działania - wiem, że mam pewien odcinek czasu i muszę go przeżyć jak najlepiej.
A na was jakie książki wywarły duże wrażenie?
środa, 5 sierpnia 2015
Co mnie motywuje?
Często jest tak, że tracimy do czegoś chęć. Mimo ogromnych starań i ciężkiej pracy, efekty nas niezadowalającą. Chcemy wtedy wszystko zostawić i zaprzepaścić godziny, a nawet tygodnie pracy. Czasem może należy tak zrobić, ale lepiej nie poddawać się emocjom i po prostu czymś się zmotywować do dalszego działania.
Przede wszystkim motywują mnie ludzie. Nie musi być to ktoś konkretny. Tak naprawdę nigdy nie miałem idola, który służył mi jako wzór. Gdy widzę kogoś, komu się coś udało, sam zaczynam snuć plany jak mogę zrobić coś fajnego (uważam, że warto chwilę pomyśleć zanim postanowi się coś zrobi, ale.. nie warto zbyt długo zwlekać). Często, gdy ćwiczę i już nie mam chęci starać się dalej wystarczy, że zobaczę kogoś w telewizji, czy w internecie i od razu staram się bardziej, aby osiągnąć swój cel.
Warto mieć w głowie jakieś ulubione cytaty. Tak na wszelki wypadek. Ja często przytaczam słowa Reginy Brett z książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu, a szczególnie lubię stwierdzenie: "Life is good". Naprawdę. Życie nie jest łatwe. Nie jest sprawiedliwe. Ale jest dobre i należy w to wierzyć.
Drugim cytatem jest cytat z książki autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta Oskar i pani róża - "Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jak byśmy byli nieśmiertelni". I tak jest. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że kiedyś umrzemy, a nawet jeśli to wiemy to o tym nie myślimy. Z jednej strony to dobrze, bo nie możemy się przez całe życie dołować, że umrzemy, ale powinniśmy pamiętać, że musimy najlepiej wykorzystać każdy dzień - Carpie diem.
Trzeci cytat nie do końca mnie motywuje, ale bardzo go lubię. Pochodzi on z książki "Piękne istoty' - Trudno jest uwolnić głupców od łańcuchów, które darzą czcią.
Raz na jakiś czas warto zaopatrzyć się w książkę, która motywuje. Raczej nie polecam poradników, bo posiadają one raczej podstawowe zasady motywacji, które raczej do nas nie przemawiają, choć polecam książki autorstwa Reginy Brett. Warto poszukać zwykłych książek, które posiadają ukrytą pewną wartość. Ostatnio książki dla młodzieży poruszają trudne tematy.
Pamiętajcie, że nie warto od razu się poddawać. Czasem wystarczy usiąść i pomyśleć. Od razu wszystko się wyjaśnia i wiemy, czy warto coś dalej ciągnąć, czy nie.
Przede wszystkim motywują mnie ludzie. Nie musi być to ktoś konkretny. Tak naprawdę nigdy nie miałem idola, który służył mi jako wzór. Gdy widzę kogoś, komu się coś udało, sam zaczynam snuć plany jak mogę zrobić coś fajnego (uważam, że warto chwilę pomyśleć zanim postanowi się coś zrobi, ale.. nie warto zbyt długo zwlekać). Często, gdy ćwiczę i już nie mam chęci starać się dalej wystarczy, że zobaczę kogoś w telewizji, czy w internecie i od razu staram się bardziej, aby osiągnąć swój cel.
Warto mieć w głowie jakieś ulubione cytaty. Tak na wszelki wypadek. Ja często przytaczam słowa Reginy Brett z książki Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu, a szczególnie lubię stwierdzenie: "Life is good". Naprawdę. Życie nie jest łatwe. Nie jest sprawiedliwe. Ale jest dobre i należy w to wierzyć.
Drugim cytatem jest cytat z książki autorstwa Erica-Emmanuela Schmitta Oskar i pani róża - "Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jak byśmy byli nieśmiertelni". I tak jest. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że kiedyś umrzemy, a nawet jeśli to wiemy to o tym nie myślimy. Z jednej strony to dobrze, bo nie możemy się przez całe życie dołować, że umrzemy, ale powinniśmy pamiętać, że musimy najlepiej wykorzystać każdy dzień - Carpie diem.
Trzeci cytat nie do końca mnie motywuje, ale bardzo go lubię. Pochodzi on z książki "Piękne istoty' - Trudno jest uwolnić głupców od łańcuchów, które darzą czcią.
Raz na jakiś czas warto zaopatrzyć się w książkę, która motywuje. Raczej nie polecam poradników, bo posiadają one raczej podstawowe zasady motywacji, które raczej do nas nie przemawiają, choć polecam książki autorstwa Reginy Brett. Warto poszukać zwykłych książek, które posiadają ukrytą pewną wartość. Ostatnio książki dla młodzieży poruszają trudne tematy.
Pamiętajcie, że nie warto od razu się poddawać. Czasem wystarczy usiąść i pomyśleć. Od razu wszystko się wyjaśnia i wiemy, czy warto coś dalej ciągnąć, czy nie.
piątek, 31 lipca 2015
Miesięcznik#2 - Lipiec 2015
Wakacje, wakacje, wakacje. Niby mijają szybko, ale jestem usatysfakcjonowany z tego miesiąca. Powoli wypełniam wszystkie zadania, które chciałem. Niestety nie przygotowałem swojej letniej Bucket List, ponieważ miałem za mało celów, ale większość z nich wypełniłem lub wypełniam.
Między innymi chciałem nauczyć się podstaw hiszpańskiego i chyba się ich nauczyłem. Oczywiście moje umiejętności nie są na dobrym poziomie i na pewno nie potrafię porozumieć się w tym języku, ale podstawowe słówka powiem.. a resztę po angielsku.
Chciałem poszerzyć zakres znajomości słownictwa w języku angielskim i... tego też do końca nie wypełniłem, bo poznałem mniej więcej 40, może 50 słów, a to nie jest zbyt dużo, ale coś tam się pouczyłem.
Miałem zamiar przeczytać pięć książek. Na razie udało mi się przeczytać trzy i jestem z tego zadowolony.
Podsumowując, jestem zadowolony z tego miesiąca. Udaje mi się rozwijać bloga, niestet zaniedbałem moje zainteresowania. Aktualnie nie mam czasu na rysowanie, ani fotografi, ale rośliny jeszcze żyją! (Tu macie wpis o hobby) ale i tak uważam, że miesiąc ten był intensywny. Ćwiczenia, nauka, czytanie.
W sierpniu zamierzam nadal ćwiczyć, uczyć się języka hiszpańskiego oraz chcę zacząć uczyć się języka niemieckiego, którego bardzo nie lubię, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. No i nadal chcę cieszyć się wakacjami i przede wszystkim chcę odpocząć, bo od września wszystko zacznie się od nowa!
Między innymi chciałem nauczyć się podstaw hiszpańskiego i chyba się ich nauczyłem. Oczywiście moje umiejętności nie są na dobrym poziomie i na pewno nie potrafię porozumieć się w tym języku, ale podstawowe słówka powiem.. a resztę po angielsku.
Chciałem poszerzyć zakres znajomości słownictwa w języku angielskim i... tego też do końca nie wypełniłem, bo poznałem mniej więcej 40, może 50 słów, a to nie jest zbyt dużo, ale coś tam się pouczyłem.
Miałem zamiar przeczytać pięć książek. Na razie udało mi się przeczytać trzy i jestem z tego zadowolony.
Podsumowując, jestem zadowolony z tego miesiąca. Udaje mi się rozwijać bloga, niestet zaniedbałem moje zainteresowania. Aktualnie nie mam czasu na rysowanie, ani fotografi, ale rośliny jeszcze żyją! (Tu macie wpis o hobby) ale i tak uważam, że miesiąc ten był intensywny. Ćwiczenia, nauka, czytanie.
W sierpniu zamierzam nadal ćwiczyć, uczyć się języka hiszpańskiego oraz chcę zacząć uczyć się języka niemieckiego, którego bardzo nie lubię, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. No i nadal chcę cieszyć się wakacjami i przede wszystkim chcę odpocząć, bo od września wszystko zacznie się od nowa!
środa, 29 lipca 2015
Obcokrajowcy w Polsce
Od wielu lat możemy zauważyć stopniowy napływ obcokrajowców. Głównie są to osoby z Azji, Afryki oraz nasi wschodni sąsiedzi. O dziwo tu zostają, więc Polska nie jest taka straszna. W związku z sytuacją w Afryce Polska musi przyjąć 2000 osób z tamtejszych terenów. Wywołało i nadal wywołuje to dość duże kontrowersje. Polacy, szczególnie osoby zajmujące się polityką, spierają się o to, czy lepiej im pomóc i uratować ludzkie życie, czy uratować polską kulturę. Wydaje mi się, że z takiej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, więc wysnułem własną opinię na ten temat - tak mi się ładnie ułożyło, że aż nie wierzę.
Zacznę od tego, że cała ta sytuacja, czyli przepływanie łódkami przez morze za olbrzymią cenę. rozpoczęła się dlatego, że Europa nie chciała wpuścić tych ludzi. Dla mnie jest to niedorzeczne, ponieważ żyjemy w takich czasach i wydaje mi się, że granice nie powinny być zamknięte dla nikogo. To tak jakby powiedzieć: Nie możemy cię wpuścić, bo jesteś innej wiary, miłego umierania. Uważam, że jeśli ktoś chce wyjechać ze swojego kraju to nie powinno mu się tego zabraniać, nieważne, czy jest z Syrii, Polski, czy Wielkiej Brytanii.
No dobra, Europa przekonała się, że lepiej wpuścić tych ludzi, ale moim zdaniem postąpiła źle. Nie dlatego, że ich wpuściła, ale dla tego jak ich wpuściła. Po pierwsze wysłała tych ludzi tam gdzie chciała. Tyle tysięcy pójdzie tu, tyle tu, a tyle tu. Wydaje mi się, że jeżeli ci ludzie postanowili wyjechać to mogliby sobie sami wybrać miejsce, gdzie zamieszkają. Być morze ktoś woli zamieszkać we Francji, a nie w Polsce, bo we Francji ma rodzinę i lepiej by mu się z nimi żyło. Moim zdaniem Europa powinna powiedzieć: Przepraszamy, przepraszamy, jednak możecie do nas przyjechać.
Do tego Unia Europejska zdecydowała, że zamiast rzucić tych ludzi na głęboką wodę to zamknie ich w ośrodkach, a po kilku miesiącach da im pracę. Co do tych ośrodków to uważam, że ludzie tam są wręcz więzieni, ponieważ oni tam nie chcą przebywać. Chcą znaleźć mieszkanie i pracę. Chcą godnie żyć (może dlatego uciekli ze swojej ojczyzny), więc powinniśmy na to im pozwolić.
Najbardziej zdenerwowała mnie kwestia pracy. Wiadomo, że w Polsce odsetek ludzi bezrobotnych nie jest mały (mam też wyrobioną opinię na ten temat, więc może o tym kiedyś napiszę). Polska ma przyjąć 2000 osób, w tym pewnie dzieci, osoby starsze i oczywiście mężczyźni i kobiety.
Jestem ciekaw na jakiej zasadzie ma wyglądać przydzielanie pracy, no bo dzieci pójdą do szkoły, staruszkowie będą się wylegiwać, mężczyźni pójdą do pracy, a kobiety? Czy będą zmuszane do pracy, czy nie. Nie znam się zbytnio na religii muzułmańskiej, ale kobiety raczej tam nie pracują. Więc magicznie musi znaleźć się +/- ponad 1000 miejsc pracy. Trochę dużo. Ciekawe, czy te miejsca pracy będą stworzone specjalnie dla nich, czy po prostu zwolni się paru Polaczków i za ich miejsce wstawi się muzułmanów.
Reasumując, uważam, że Unia Europejska postąpiła beznadziejnie. Wydaje mi się, że ludzie, którzy przyjeżdżają, czy to Polski, czy do innej części świata powinni sami sobie radzić. Zadaniem Unii Europejskiej powinno być tylko i wyłącznie pozwolenie na przyjazd ludziom, którzy mieszkali na terenach zagrożonych, a nie zamykanie ich w specjalnych ośrodkach. Nie wspominam o tym, że utrzymanie tych ludzi kosztuje.
Co do ludzi z Ukrainy, czy z innej części świata to uważam tak samo jak powyżej - powinni radzić sobie sami. Nie robię nawet wyjątku dla Polaków, którzy urodzili się w Rosji, Białorusi, Gruzji, czy innej części świata.
Pozostaje kwestia chrześcijan mieszkających na terenach, gdzie są prześladowani. Jeżeli oni mają dostać pomoc to tylko od Państwa Kościelnego. Tak uważam. Być może uważam źle, może kiedyś zmienię tok myślenia, ale na razie zostaje przy tym.
Cieszę się, że Polska ma szansę stać się wielokulturowym państwem. Po części już się stała. Chcę jeszcze napisać, że wzajemnie powinniśmy szanować swoje kultury i obyczaje, ale przede wszystkich obcokrajowcy mieszkający w Polsce, powinni szanować polską tradycję i kulturę.
Tak na marginesie jestem ciekawy, czy Warszawie lub innym mieście powstał sklep z produktami z danego kraju, np. Polacy zakładają sklep w Anglii z polskimi produktami. Jeżeli coś o tym wiecie, dajcie znać.
Zacznę od tego, że cała ta sytuacja, czyli przepływanie łódkami przez morze za olbrzymią cenę. rozpoczęła się dlatego, że Europa nie chciała wpuścić tych ludzi. Dla mnie jest to niedorzeczne, ponieważ żyjemy w takich czasach i wydaje mi się, że granice nie powinny być zamknięte dla nikogo. To tak jakby powiedzieć: Nie możemy cię wpuścić, bo jesteś innej wiary, miłego umierania. Uważam, że jeśli ktoś chce wyjechać ze swojego kraju to nie powinno mu się tego zabraniać, nieważne, czy jest z Syrii, Polski, czy Wielkiej Brytanii.
No dobra, Europa przekonała się, że lepiej wpuścić tych ludzi, ale moim zdaniem postąpiła źle. Nie dlatego, że ich wpuściła, ale dla tego jak ich wpuściła. Po pierwsze wysłała tych ludzi tam gdzie chciała. Tyle tysięcy pójdzie tu, tyle tu, a tyle tu. Wydaje mi się, że jeżeli ci ludzie postanowili wyjechać to mogliby sobie sami wybrać miejsce, gdzie zamieszkają. Być morze ktoś woli zamieszkać we Francji, a nie w Polsce, bo we Francji ma rodzinę i lepiej by mu się z nimi żyło. Moim zdaniem Europa powinna powiedzieć: Przepraszamy, przepraszamy, jednak możecie do nas przyjechać.
Do tego Unia Europejska zdecydowała, że zamiast rzucić tych ludzi na głęboką wodę to zamknie ich w ośrodkach, a po kilku miesiącach da im pracę. Co do tych ośrodków to uważam, że ludzie tam są wręcz więzieni, ponieważ oni tam nie chcą przebywać. Chcą znaleźć mieszkanie i pracę. Chcą godnie żyć (może dlatego uciekli ze swojej ojczyzny), więc powinniśmy na to im pozwolić.
Najbardziej zdenerwowała mnie kwestia pracy. Wiadomo, że w Polsce odsetek ludzi bezrobotnych nie jest mały (mam też wyrobioną opinię na ten temat, więc może o tym kiedyś napiszę). Polska ma przyjąć 2000 osób, w tym pewnie dzieci, osoby starsze i oczywiście mężczyźni i kobiety.
Jestem ciekaw na jakiej zasadzie ma wyglądać przydzielanie pracy, no bo dzieci pójdą do szkoły, staruszkowie będą się wylegiwać, mężczyźni pójdą do pracy, a kobiety? Czy będą zmuszane do pracy, czy nie. Nie znam się zbytnio na religii muzułmańskiej, ale kobiety raczej tam nie pracują. Więc magicznie musi znaleźć się +/- ponad 1000 miejsc pracy. Trochę dużo. Ciekawe, czy te miejsca pracy będą stworzone specjalnie dla nich, czy po prostu zwolni się paru Polaczków i za ich miejsce wstawi się muzułmanów.
Reasumując, uważam, że Unia Europejska postąpiła beznadziejnie. Wydaje mi się, że ludzie, którzy przyjeżdżają, czy to Polski, czy do innej części świata powinni sami sobie radzić. Zadaniem Unii Europejskiej powinno być tylko i wyłącznie pozwolenie na przyjazd ludziom, którzy mieszkali na terenach zagrożonych, a nie zamykanie ich w specjalnych ośrodkach. Nie wspominam o tym, że utrzymanie tych ludzi kosztuje.
Co do ludzi z Ukrainy, czy z innej części świata to uważam tak samo jak powyżej - powinni radzić sobie sami. Nie robię nawet wyjątku dla Polaków, którzy urodzili się w Rosji, Białorusi, Gruzji, czy innej części świata.
Pozostaje kwestia chrześcijan mieszkających na terenach, gdzie są prześladowani. Jeżeli oni mają dostać pomoc to tylko od Państwa Kościelnego. Tak uważam. Być może uważam źle, może kiedyś zmienię tok myślenia, ale na razie zostaje przy tym.
Cieszę się, że Polska ma szansę stać się wielokulturowym państwem. Po części już się stała. Chcę jeszcze napisać, że wzajemnie powinniśmy szanować swoje kultury i obyczaje, ale przede wszystkich obcokrajowcy mieszkający w Polsce, powinni szanować polską tradycję i kulturę.
Tak na marginesie jestem ciekawy, czy Warszawie lub innym mieście powstał sklep z produktami z danego kraju, np. Polacy zakładają sklep w Anglii z polskimi produktami. Jeżeli coś o tym wiecie, dajcie znać.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)






