wtorek, 1 grudnia 2015

100 książek na świąteczny prezent [blogMAS]

W związku z tym, że podczas ostatnich miesięcy trochę się obijałem postanowiłem nadrobić zaległości i zrobić blogMAS, czyli serię wpisów od 1 grudnia, aż do Wigilii. Mam nadzieję, że się uda!


Święta tuż, tuż. Jeżeli nie masz pojęcia co kupić, kup książkę.. kto by się nie cieszył z takiego świetnego prezentu? Ja to tam bym chciał dostać książkę..
Specjalnie dla ciebie przygotowałem listę 100 książek idealnych na świąteczny prezent. Tylko klik i już przenosi cię na stronę wydawnictwa lub jakiejś księgarni internetowej, wystarczy kupić i już prezent z głowy. 

(Początkowo lista miała być podzielona na cztery kategorie -dla niej, dla niego, dla dzieci, dla młodzieży i inne- ale pomyślałem, że jest równo uprawnienie i dorosły facet może czytać książki dla dzieci, bo czemu nie)








1.Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu - Ewa Grzelakowska-Kostoglu 
2.Elementarz stylu - Katarzyna Tusk
3.Bóg nigdy nie mruga - Regina Brett
4.Pyszne. Na słodko - Anna Starmach
6.Przesunąć horyzont - Wojciechowska Martyna
7.Love, Rosie -Cecelia Ahern
8.Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry
10.Oddam ci słońce - Jandy Nelson
11. Bazar złych snów - Stephen King
12.Marsjanin -  Andy Weir
13.Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón
14.Złodziejka książek - Markus Zusak
16.Pieśń Lodu i Ognia. Tom 1. Gra o tron - Martin George R. R.
17.On wrócił - Vermes Timur
18.Piłsudski - Fiołka Katarzyna
19.O wolnym podróżowaniu - Kieran Dan
20.Kapitan na służbie - Richard Phillips
11.Ten jeden dzień - Gayle Forman
23.Girl Online - Zoe Sugg
25. Fangirl - Rainbow Rowell
26.Tajemny ogień - C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
27.Gwiazd naszych wina - John Green
28.Pojedynek - Marie Rutkoski
29.Harry Potter i Kamień Filozoficzny - Joanne Kathleen Rowling
30.Starter - Lissa Price
31. Naciśnij mnie - Tullet Herve
32.Plastusiowy pamiętnik - Kownacka Maria
33.Mapy - Mizielińska Aleksandra, Mizieliński Daniel
35.Pszczoły - Socha Piotr
36.Zezia i Giler - Chylińska Agnieszka
37.Księga dźwięków - Bravi Soledad
38.Pod ziemią. Pod wodą - Mizielińska Aleksandra, Mizieliński Daniel
39.Ronaldo. Chłopiec, który wiedział, czego chce - Żółtowska-Darska Yvette
41. Magia sprzątania - Marie Kondo
42.Nic bardziej mylnego! - Radosław Kotarski
45.Historia Wenecji Norwich - Julius John
47.Kot Simona. Sam o sobie - Tofield Simon
50.Sekretny język kotów - Dunphy Heather
51.Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd
52.Delirium - Lauren Oliver
53.Mara Dyer. Tajemnica - Michelle Hodkin
54.Maybe Someday - Colleen Hoover
55.Poczwarka - Dorota Terakowska
56.Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum
57.Dziewczyna z Pomarańczami - Jostein Gaarder
58.W śnieżną noc - Lauren Myracle, Maureen Johnson, John Green
59.Dziewczyny z Powstania - Anna Herbich
60.Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll
61.Najgorszy człowiek na świecie - Małgorzata Halber
62.Każdego dnia - David Levithan
63.Marilyn Monroe. Za kulisami - Michelle Morgan
64.Zbrodnia w szkarłacie - Katarzyna Kwiatkowska
65.Służące - Kathryn Stockett
67.450 stron - Patrycja Gryciuk
69.Cyrk nocy - Erin Morgenstern
70.Narodziny Gubernatora - Robert Kirkman, Jay Bonansinga
71.Zielona Mila - Stephen King
72.Dotyk Julii - Tahereh Mafi
73.Wybrana - Naomi Novik
74.Aplikacja - Lauren Miller
75.Czas Żniw - Samantha Shannon
76.Endgame. Wezwanie - James Frey
77.Czerwone jak krew - Salla Simukka
78.Więzień Labiryntu - James Dashner
79.W otchłani - Beth Revis
80.Woda dla słoni - Sara Gruen
81.Angelfall - Susan Ee
82.Białe zęby - Zadie Smith
83.Eleonora i Park - Rainbow Rowell
85.Ostatnia piosenka - Sparks Nicholas
87.Opowieść Wigilijna - Charles Dickens
88.Między książkami - Gabrielle Zevin
89.Dygot - Jakub Małecki
90.Black Ice - Becca Fitzpatrick
91.Ene, due, śmierć - M. J. Arlidge
94.Intruz - Stephenie Meyer
95.Złodziej pioruna- Rick Riordan
97.Rok 1984 - George Orwell
98.Trucicielka i inne opowiadania - Éric-Emmanuel Schmitt
99.Bridget Jones: Dziennik - Helen Fielding
100.Poradnik pozytywnego myślenia - Matthew Quick

*Ostrzegam, że niektóre z pozycji są absurdalne... więc no.

środa, 18 listopada 2015

#PrayForParis ... chyba coś nie wszyło


Jeżeli masz dość wpisów, które mówią o tym jaka tragedia się ostatnio wydarzyła, jacy terroryści są źli i ogólnie "Precz islamizacji Europy" / "Polska dla Polaków" etc. możesz spać spokojnie, bo ten wpis nie będzie miał z tym nic wspólnego.. no prawie. Przynajmniej nie zamierzam poruszyć tych tematów.

Dlaczego? Przede wszystkim nie mam do tego kompetencji. Wydaje mi się, że argument "Francuzi zdradzili nas w tym i w tym, więc powinniśmy mieć ich w dupie" nie jest po prostu na poziomie. Owszem Francuzi nas zdradzili, pewnie nie jeden raz, ale też wiele razy nam pomogli. Naprawdę. Oprócz tego jeżeli jesteśmy w Unii powinniśmy się w takich sytuacjach jednoczyć, a nie dzielić.. (jeżeli komuś przyjdzie do głowy, żeby odejść z Unii radzę popatrzeć na kraje, które do nie nie należą, no właśnie. Więc lepiej zacisnąć zęby i poudawać, że te ślimaki są rybami).

Po terrorystycznym zamachu w Paryżu została zorganizowana (według mnie) świetna akcja - #PrayForParis (oczywiście w dzisiejszych czasach nie obejdzie się bez hasztagu). Uważam, że akcja ta jest świetna z kilku względów. Dzięki niej możemy pokazać, że atak w Paryżu nie jest tragedią tylko dla Francji, jest ona tragedią dla całego świata i drobnymi gestami (za chwilę do nich dojdę) możemy pokazać, że wspólnie cierpimy, ale przede wszystkim dzięki tej akcji możemy się zjednoczyć. Możemy choć na chwilę odłożyć stare żale i nieporozumienia i dzięki temu stać się jednym wielkim narodem. Nawet moglibyśmy pokazać państwu islamskiemu, że jesteśmy silni i jesteśmy razem... no moglibyśmy. Ale to nigdy, ale przenigdy się nie stanie. Niestety. Szczerze nie wiem dlaczego, po prostu tacy są ludzie. Nie potrafimy nawzajem się pokochać, albo polubić (wiem, wiem, że dużo wymagam, więc może nie skaczmy sobie do gardeł, ok?). Zawsze musimy wyciągać stare brudy i obrzucać się błotem.

Ogólnym celem tej akcji jest połączenie się z Francuzami w trudnej chwili. Z Francuzami, nie z Francją, nie z Francuską historią. Z Francuzami, czyli rodzinami osób, które umarły w zamachu (wiem, że w tym ataku nie zginęli tylko Francuzi, więc umówmy się, że słowo "Francuzi" symbolizuje ludzi, którzy ucierpieli w wyniku tych działań, ok?) z osobami które ledwo co przeżyły i z osobami, które bały się o swoje życie.
W tym celu podejmowane były różne działania. Głowy państwa, aby podkreślić, że oni i naród, któremu służą czują smutek i składają umowne kondolencje podświetlili największe i najbardziej imponujące budowle w barwy francuskiej flagi. Gwiazdy telewizyjne i inne osoby, które są rozpoznawalne udzielały wywiadów i w sposób bezpośredni wyrażali swój żal. Mieszkańcy większych miast składali pod francuską ambasadą kwiaty i znicze.
A zwykli zjadacze chleba, aby zbytnio się nie wysilać, ale jednocześnie dodać swoje trzy grosze dodawali na własną tablicę pełny dramaturgii wpis (oczywiście ohasztagowany) i zmieniali swoje zdjęcia profilowe z filtrem francuskiej flagi. No i oczywiście rozległy się dyskusje i kłótnie. Jak zawsze.

Podobna sytuacja miała miejsce, gdy ,również na portalach społecznościowych, zmieniano sobie zdjęcie profilowe na tęczową flagę, albo na flagę Polski (czy innego kraju, w którym żyli). Ale wtedy mogłem to zrozumieć. Choć było to moim zdaniem śmieszne i bezsensowne rozumiałem to. Różnica poglądów i tak dalej. A teraz? Nie.
Nie zrozumiem tego, że nawet w takiej sytuacji ludzie nie mogą zamilknąć i zacisnąć zębów. Przecież te zdjęcia znikną tak samo szybko jak się pojawiły. Ale oczywiście po co? Choć pewnie nie ma to, aż takiego znaczenia, przecież nic takiego się nie stało. Ale moim zdaniem liczy się sam czyn. A do tego wydaje mi się, nie na miejscu jest w takim czasie kierować w stronę Francji zarzutów z powodu przeszłości. Po prostu nie na miejscu. Możesz to zrobić w każdy inny dzień.. ale po co przecież to temat na czasie i musisz kierować się świetną zasadą: "Nie znam się, więc się wypowiem"



Na sam koniec, miałem zaszczyt przeczytać sporo wpisów na blogach, wielu komentarzy i pokaźną sumę twittów i muszę pochwalić moich rodaków za wyobraźnię i po prostu podziwiam ich, że aż tak natrudzili się, aby napisać takie, wręcz epopeje dla czego nie warto ustawiać sobie flagi Francji na zdjęcie profilowe, ale pozwolę sobie odwołać się zaledwie do jednego:

"Mam pytanie - gdy rosyjski samolot został zestrzelony czemu naszym obowiązkiem nie było ustawienie flagi Rosji? Czy Rosjanie są gorsi? W sumie zginęło więcej osób... "

Ten komentarz dotyczył mojej wypowiedzi na pewnym blogu. Aby na niego odpowiedzieć musiałem się trochę rozpisać, ale nadal uważam tak samo i raczej zdania nie zmienię, choć kto wie? Tylko krowy nie zmieniają poglądów (z uszanowaniem wszystkich krów, żeby nie było)

"Czy można osądzać, czy jedno życie jest gorsze od drugiego? Oczywiście, że nie! Nieważne, czy jest się Polakiem, Francuzem, czy Rosjaninem. Uważam, że gdyby zginęło 100 islamistów i 100 chrześcijan to byłaby taka sama tragedia. 
Co do samolotu. Sprawa jest aż tak nagłośniona, ponieważ 6 ataków terrorystycznych miało miejsce w Europejskiej stolicy.. a chyba to jest trudniejsze i bardziej spektakularne niż atak terrorystyczny na środku pustyni. Być może jestem dziwny, ale tak uważam. "



Dziękuję za uwagę - Make love, not war

środa, 11 listopada 2015

Iphone 5 po 6 miesiącach

Ale ten czas mija, dopiero zbierałem pieniądze i wyczekiwałem na swój wymarzony prezent, a dziś jestem z iPhonem już 6 miesięcy! W sumie 7, bo ma go od kwietnia, ale nikt nie musi wiedzieć 
Wiem, że Apple ma bardzo dużo zwolenników, jak i przeciwników. Jednych i drugich rozumiem, bo produkty od tej firmy posiadają swoje wady oraz zalety. Obydwu nie brakuje.



DLACZEGO ?!

Tak w ogóle to po co kupowałem takie gówno. Ktoś może spytać. Już wyjaśniam.
Przyszedł taki piękny czas, gdy moje dwa telefony z Androidem przestały normalnie funkcjonować (dlaczego, aż 2? Wystarczy mi przecież jeden.. powiedzmy, że to długa historia). No i chciałem spróbować sprzętu z jakimś innym systemem operacyjnym. Dlaczego? Bo tak. Jeżeli nowy system, by mi nie podszedł zawsze nowe telefon można sprzedać. Za niżą cenę, ale można.

Zbyt dużego wyboru nie miałem. Mogłem kupić telefon z WindowsPhone, albo z IOS. Wybrałem tu drugie, ponieważ zawsze marzyłem o iphonie. Od jakiegoś czasu chciałem ten sprzęt, pewnie dlatego, że był dla mnie nieosiągalny, a zawsze marzymy o tym co nie możliwe. A jednak! Oprócz tego słyszałem dużo dobrego o tej firmie i chciałem spróbować.

Dlaczego akurat ten model. Zrobiłem sobie małą selekcje. Iphone 6, nie bo mnie nie stać. 5s, nie bo mi się nie podoba "guzik" czyli Touch ID (teraz trochę żałuje). Iphone 4, nie bo za mały. No więc został 5/5c. Zamierzałam kupić 5c, ponieważ: po pierwsze jest minimalnie tańszy, po drugi można kupić do niego strasznie drogą, ale jakże fajną i niefunkcjonalną obudowę. Ostatecznie wybrałem zwykłą 5.
Wiem, że moja selekcja jest beznadziejna i idiotyczna, ale żyję z tym 16 lat i jeszcze nie umarłem.

GDZIE KUPIŁEM?

O ile pamiętam 5c można (przynajmniej można było) kupić w oficjalnym sklepie Apple. To również mnie skłaniało do kupienie wersji color, niestety iphone 5 już nie był tam dostępny, więc zostają inne sklepy. Ja postanowiłem kupić na Allegro. Czy to dobry pomysł? Nie do końca, ale miał swoje zalety, które mnie przekonały.

Może, dlaczego nie warto kupować takiego urządzenia na Allegro:
*Sprzęt może dojść uszkodzony
*Może być wysłana podróbka
*Iphone może, w ogóle nie dojść, etc, etc, etc

A dlaczego warto? Przede wszystkim cena. Ja za swój telefon zapłaciłem ok. 1000 zł, co jest niesamowitą ceną w porównaniu z ceną w dniu premiery i ze sklepami stacjonarnymi. Trzeba zaznaczyć, że iphone sprowadzany był z Chin (konkretnie z Hong Kongu), co wiązało się z dużym ryzykiem, że dostanę nie oryginalny telefon. Czy warto ryzykować? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja zaryzykowałem i nie żałuję.

WADY

Zacznę od wad, bo raczej chciałem się skupić na tym.

*Przede wszystkim na telefonie pojawiły się odpryski. DUŻO. I w sumie nie ważne, czy iphone był w etui, czy nie. Odpryski pojawiały się ciągle. Teraz mam czarny, plastikowy case, więc ich nie widzę. I bardzo dobrze.

*Dla mnie wadą jest to, że bardzo dużo aplikacji/funkcji jest płatnych. Może te sumy nie są dużo, bo sięgają one kilku $ ale dla osoby, która nie posiada konta bankowego jest to kłopotliwe.

*Do tego dużo funkcji nie jest dostosowany dla polskich (i chyba ogólnie europejskich) użytkowników. Choć Apple, bardzo powoli się stara, aby Polacy mieli trochę łatwiej. No, ale Siri jak nie było tak nie ma.

*Dla mnie olbrzymią wadą jest to, że te telefony mają tylko wbudowaną pamięć. Nie można jej zmienić. Jeżeli masz 16 GB musisz z tym żyć. Dobrze by było gdyby Apple w końcu coś z tym zrobiło. Nawet jeżeli mieliby wprowadzić ultradrogie i ultraApplowskie karty pamięci, niech to zrobią... może niektórych byłoby na to stać.

*No i przede wszystkim cena. Nic dodać, nic ująć. Moim zdaniem jest kosmiczna i nie do końca adekwatna do możliwości produktu.

Najbardziej widoczne odpryski 


OH, zalet pozwolę sobie nie wymieniać, bo jest ich cała masa (oczywiście wad jest dużo więcej, ale akurat te mi przeszkadzają). Najważniejsze zalety: wyświetlacz, aparat, design nie tylko obudowy, ale również tego co jest w środku, bo jest to MEGA, w skrócie: kupili mnie przeźroczystymi efektami, prędkość działania telefonu, podoba mi się to, że nie ważne ile % ma bateria, telefon działa na takich samych obrotach.. co w Androidzie i wiele, wiele więcej.

PODSUMOWUJĄC

Czy kupiłbym jeszcze raz iphone? Jak najbardziej. Jak na razie jestem, nie tyle zakochany, ale bardzo, bardzo lubię ten produkt. Wydaje mi się, że jeżeli miałbym kupować jeszcze raz to wolałbym kupić iphone 5s, choć lepiej zainwestować w pamięć!
Błagam was nie kupujcie iphone 4 z 8 GB pamięci, ok. 4 GB jest zabierane przez system. A przyrzekam wam, że mniej niż 4 GB nie wystarczą na normalne korzystanie z iphone. Nie opłaca się kupować iphone'a , dla samego iphone'a . Moim zdaniem lepiej kupić iphone 4s z 64 GB, niż nowszą wersję z ograniczoną pamięcią.


środa, 4 listopada 2015

Moje sposoby na naukę!

Śmiało mogę powiedzieć, że mam dobre oceny. Zważywszy, że jestem w liceum to nie jest najgorzej. Możliwe jest to, że mam wrodzone predyspozycje na to by być genialnie genialnym.. choć bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że mam po prostu dosyć dobry system nauki. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej to zapraszam!


Potrzebne Ci chęci!


Wydaje mi się, że bez tego ani rusz. Jeżeli nie mam sił, ani ochoty to nawet nie zabieram się za naukę. Wtedy cały wysiłek nie przynosi efektu i jest to bezsensu. No, ale czasem trzeba się zmusić.. niestety.
Jak się zachęcić? Nie mam pojęcia. Ja po prostu chce. Chcę mieć dobre oceny, chcę dobrze zdać maturę, chcę bez problemu dostać się na studia, chcę mieć dobrą prace i spokojne życie. Jeżeli chcę to po prostu biorę. 

Ucz się głośno


Dla mnie jest to najwygodniejsza forma uczenia się. Czytam sobie zdanie i powtarzam, powtarzam, powtarzam. Powtarzam ile trzeba. Jeżeli nie umiem to jeszcze. W końcu zapamiętam. 
Najlepiej tylko powtarzać. Często zajmuje się przy okazji czymś innym, np. rysuję lub robię jakieś inne rzeczy, które oderwą mnie od nauki. Niestety wtedy nie potrafię zapamiętać i muszę uczyć się dłużej.

Pisz!


Wiem, że niektórym osobom to pomaga. Trzeba przeczytać to co mamy się nauczyć i sporządzić notatkę i ją przeczytać. Następnie przerobić resztę materiału i przy okazji powracać do wcześniejszych wpisów. Czy to jest efektywne? Nie wiem. Może warto spróbować.

Przy nauce języka często piszę sobie słówka (mniej więcej trzy linijki) i sobie powtarzam - dobra nauka na kartkówkę, niekoniecznie na zapamiętanie.. 

Skojarz sobie

Często przy nauce nowego języka lub słówek, które nie "wchodzą" mi do głowy kojarzę sobie nowe słowa z jakimiś starymi, np. "scar" (blizna) to dla mnie Spar, albo "pale" (blady) skojarzyłem sobie z osobą palącą, a taka osoba ma bladą cerę.. chyba. 

Inne rady

  • Wiele osób lubi sobie wszystko zakreślać.. ja nie koniecznie. Po prostu mnie to rozprasza i nie mogę skupić się na nauce, ewentualnie ważne rzeczy delikatnie podkreślam kolorem, ale nigdy nie zakreślam.

  • Możesz w całym pokoju przykleić sobie naklejki samoprzylepne z krótkimi notatkami i często na nie zerkać. Jeżeli ktoś jest wzrokowcem na pewno mu to pomorze. 

  • SKUP SIĘ! Jeżeli wszystko cię rozprasza i wydaje ci się, że ta ściana obok stała się dużo bardziej ciekawsza od nauki (wszyscy wiemy, że tak zawsze jest ale ćśś) to zrób sobie przerwę. Pięć minut, może dziesięć. A zrób sobie nawet i trzydzieści (poza programowo oczywiście), ale w końcu się skup i zrób swoje. 

  • Jeżeli chodzi o naukę języka to ja bardzo lubię fiszki. Widzę ja słowo się piszę i głośno je wymawiam. Jak dla mnie jest to bardzo efektywne. Szczerze mówiąc słowa nauczone z fiszek pamiętam dłużej niż słowa wyuczone moją standardową metodą... choć obie są do siebie podobne.

  • I na koniec jedna z ważniejszych rzeczy. Rób sobie PRZERWĘ. Jest dużo teorii na temat przerwy. Jedni mówią, że co 30 min. 5 min. przerwy, inni, że co godzinę 10 min. odpoczynku. A ja? Uczę się do póki mogę, a gdy jestem zmęczony lub po prostu nic mi się właśnie wtedy robię sobie odpoczynek. Osobiście polecam dłuższe przerwy. Moim zdaniem 5 czy 10 minut to NIC. Ja zazwyczaj odpoczywam pół godziny, a czasem i nawet pełną godzinę. 

piątek, 23 października 2015

Kampania wyborcza, czy propagandowa?

Na początek małe ostrzeżenie: Jeżeli myślisz, że gimbusy i ogólnie w myśl zasady - dzieci i ryby głosu nie mają to lepiej nie czytaj tego wpisu, ponieważ właśnie jestem osobą poniżej 18 roku życia. Jeżeli cię interesuje moja osoba to więcej informacji znajdziesz TU 

Oglądając kampanie reklamowe różnych ugrupowań politycznych nieraz jest mi przykro. Tak naprawdę to jest mi przykro i czuję wstyd. Wiodące partie polityczne w Polsce zrobiły sobie mini wojnę i zamiast skupić się, aby przedstawić wyborcom swój program i zachęcić do głosowania na swoją partię to wolą wzajemnie wbijać sobie szpile. Na ekranie telewizora pojawiają się ciągle te same obrazy: emigranci, afera korupcyjna, emigranci i tak dalej.

Zagrywki polityczne, zagrywkami politycznymi, ale istnieje granica dobrego smaku i przyzwoitości. Nie rozumiem jak prezydenta, czyli pierwszą (najważniejszą) osobę w kraju można oczerniać na antenie państwowej telewizji?! Przypominam o granicy. Myślę, że zarówno p. Komorowskiemu jak i Dudzie (oraz innym byłym prezydentom) należy się bezwględny szacunek, chociaż ze zwględu na urząd jaki piastują (piastowali).

A teraz? Po wyborach prezydenckich PiS pozwala sobie na wszystko. Dosłownie.

Wszystkie spoty reklamowe to najzwyklejsza propagandą, która jest szerzona wśród Polaków. Przyszły rząd z ukochanym prezydentem na czele nadal będzie siał zamęt i będzie nas poróżniać. Nas Polaków - naród.
Po za tym, wydaje mi się, że powinny istnieć przepisy prawne, czy jakiś urząd, który miałby na celu niedopuszczenie takich materiałów do obiegu w publicznej telewizji. Uważam, że Polacy mają prawo do i samodzielnego myślenia. Nie powinniśmy dążyć w kierunku wchodu. Nie chcemy chyba, aby każda reklama puszczana w telewizji miała na celu odmóżdżyć nas, a wszelkie inne materiały wypuszczone do obiegu publicznego musiałby być regulowane przez ministerstwo propagandy.


PS. Jeżeli chodzi o debatę to, kolokwialnie mówiąc (pisząc) szkoda gadać. Jeżeli chodzi o debatę Kopacz VS Szydło to wypadła w miarę , ale debata, gdzie wzięli udział wszyscy przedstawiciele partii to jakby wpuścili zoo do studio. Kopaczowa wypadła w miarę, choć trochę mnie dziś denerwowała (przynajmniej odpowiadała na pytania), Szydłowa cały czas atakowała Panią Premier Kopacz, więc nie za uczciwie się zachowała, pani Nowacka moim zdaniem ładnie wypadła, odpowiadała na pytania, nie atakowała swoich przeciwników i była dobrze przygotowana.. no ale lewica, Kukiz to w ogóle swoim świcie żył, cały czas się wydzierał, mówił nie na temat i ciągle chciał przedłużyć czas, o Korwinie to już całkiem szkoda mówić AGH, nie lubię go. Zandberg(?) to jakiś w ogóle dziwny. Reszty to nie zauważyłem.

wtorek, 20 października 2015

Książkowe premiery, na które wyczekuje

Jeżeli myślisz, że rok 2015 już nic ciekawego nie przyniesie w kwestii książek to nic bardziej mylnego. Ostatnie miesiące bieżącego roku są obfite w świetne książki. W tym wpisie postaram się przedstawić wam najciekawsze i najbardziej wyczekiwane przeze mnie książki. Oczywiście jest ich dużo więcej (możecie sprawdzić inne książkowe premiery tu), ale akurat te, moim zdaniem, są najciekawsze. 

21 października 2015



Magnus Chase zawsze sprawiał kłopoty. Od tajemniczej śmierci matki mieszkał samotnie na ulicach Bostonu, przeżywając dzięki sprytowi, który pozwalał mu być zawsze o krok przed policją i kuratorami. Pewnego dnia odnalazł go wuj – chłopak nigdy wcześniej go nie widział, ale matka mówiła, że jest niebezpieczny. Wuj wyjawił mu niezwykły sekret: Magnus jest synem nordyckiego boga. Mity wikingów są prawdą. Bogowie Asgardu szykują się na wojnę. Trolle, olbrzymi i jeszcze gorsze potwory budzą się na dzień ostateczny.

Aby zapobiec Ragnarokowi, Magnus musi przeszukać Dziewięć Światów i znaleźć broń zaginioną od tysięcy lat. Kiedy atak ognistych olbrzymów zmusza go do wyboru między własnym bezpieczeństwem a życiem setek niewinnych ludzi, Magnus podejmuje śmiertelnie niebezpieczną decyzję. Czasami jedynym sposobem na rozpoczęcie nowego życia jest śmierć…




Taylor Montclair (Anglia)
Pewnego dnia wybuch złości Taylor powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień. 
Sacha Winters (Francja)
Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha jest trzynasty – za osiem tygodni ma umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc. 
Dzielą ich setki kilometrów, łączy przeznaczenie. 
Czy zdążą się odnaleźć, nim Sacha zginie, a świat pochłonie ogień?




Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.

Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczcie od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry. Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie.

A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.


Czy faktycznie Napoleon był niski?
Czy naprawdę wykorzystujemy tylko 10% możliwości naszego mózgu? 
Czy rzeczywiście zjadamy kilka pająków rocznie podczas snu? 
Czy to prawda, że seks przed zawodami odbiera szansę na złoty medal? 
Czy należy odczekać 48 godzin przed zgłoszeniem zaginięcia osoby?
Nic bardziej mylnego!
Radek Kotlarski, popularyzator wiedzy, twórca webshow "Polimaty" - jednego z najpopularniejszych kanałów na YouTube i autor popularnonaukowych programów telewizyjnych, gdzie wyjaśnia najdziwniejsze i nieodkryte zjawiska, odpowiada na najbardziej szalone pytania i prowokuje do samodzielnego myślenia. Nieustraszony pogromca absurdów rozprawia się z pięćdziesięcioma popularnymi mitami. 




Kontynuacja "Każdego dnia"


Kiedy Rhiannon spędza cudowny dzień ze swoim chłopakiem, który wreszcie jest taki, jakim go sobie wymarzyła, nie wie jeszcze, że w rzeczywistości to nie był Justin, ale A – szesnastolatek codziennie budzący się w ciele innej osoby. 


Zakochany w Rhiannon A zrobi wszystko, żeby codzienna zmiana płci, wyglądu, charakteru i miejsca zamieszkania nie stanowiła przeszkody dla ich miłości. Tylko czy Rhiannon to wystarczy?







4 listopada 2015



W te święta 12 autorów powieści dla młodzieży, m. in. Rainbow Rowell, Gayle Forman i David Levithan, przyniesie Ci najpiękniejszy prezent. 
Znana piosenkarka udaje kogoś innego, by uciec przed sławą. 
Skazany na prace społeczne młodociany przestępca musi wziąć udział w przygotowaniach do jasełek i zakochuje się w najbardziej nieodpowiedniej dla niego osobie. 
Dziewczyna adoptowana przez Świętego Mikołaja zastanawia się, czy dla miłości jest gotowa opuścić krainę elfów... 
Nieważne, skąd pochodzisz, czy jesteś elfem czy zagubionym w świecie dorosłych nastolatkiem – uwierz w magię świąt! A jeśli nie uwierzysz – czy to oznacza, że ona nie istnieje? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś podarował nam miłość.



Książki Reginy Brett cieszą się w Polsce olbrzymią i niesłabnącą popularnością. Felietony tej amerykańskiej pisarki i dziennikarki – czy też, jak sama o nich pisze, lekcje – pełne ciepła, nadziei i wzruszeń, są dla wielu osób cenną podporą w życiu i drogowskazem na jego nierzadko krętych drogach. Już same tytuły lekcji są cennym zbiorem dających do myślenia sentencji... Wielu z nas chciałoby, by celne komentarze, spostrzeżenia i myśli Reginy były dostępne na co dzień, byśmy mogli po nie łatwo sięgnąć, robiąc sobie czasem krótki przystanek w pędzącym nieustannie świecie. Tak zrodził się pomysł "Twojego dziennika", uniwersalnego kalendarza na każdy rok. "Twój dziennik" to osobisty notatnik i wyjątkowy kalendarz z myślami Reginy na każdy dzień i nową lekcją na każdy miesiąc.







12 grudnia 2015


Kto uciął głowę Meduzie? Kogo wychowała niedźwiedzica? Kto ujarzmił Pegaza? Wie to doskonale każdy heros, a Percy Jackson opowie wam o bohaterskich czynach Perseusza, Atalanty, Bellerofonta i wielu innych greckich bohaterów.
Ten zbiór opowieści w zabawnym, swobodnym stylu, do jakiego Percy przyzwyczaił już czytelników.













Inne książkowe premiery






















A Wy na jaką książkę czekacie?


środa, 7 października 2015

Moje sposoby na organizację

Myślę, że jestem osobą dobrze zorganizowaną. Zawsze pamiętam o wszystkim i na ogół nie zawalam żadnych terminów. Choć moje sposoby na organizacje są banalne i powszechne to i tak wam o nich powiem, bo może komuś się to przyda. Polecam nie skupiać się tylko na poradnikach. Ja sam doszedłem do tych metod i myślę, że każdy powinien dojść do własnych, ponieważ każdy w inny sposób zarządza swoim czasem.



Planner


Aktualnie używam małego notesu. W bliżej nie określonej przyszłości zamierzam przerzucić się na planner zrobiony przeze mnie (ewentualnie zamówię ze strony gdzie plannery można kupić).
Dobrym pomysłem jest również kalendarz, przynajmniej dla osób które wolą mieć wszystko gotowe.

W swoim notesiku mam przede wszystkim, zważywszy, że jestem uczniem to nie jest nic dziwnego, plan lekcji. Zawsze na pierwszej stronie. A dlaczego? Dlatego, że często na lekcji spoglądam na plan i wiem gdzie i jaką lekcję teraz będę mieć.
Oprócz tego mam tam zapisane swoje oceny (rzecz przydatna dla uczniów bez dziennika elektronicznego). No i jedna z ważniejszych rzeczy to strona na zapisanie w sposób chronologiczny wszelkich kartkówek, sprawdzianów, ewentualnie ważniejszych zadań. TYLE.
Kiedyś zapisywałem sobie wszelkie opłaty, obecności na jakiś obowiązkowych spotkaniach itp. Teraz już nie, ponieważ mi się po ludzku nie chce :D

Kalendarz 


Jeżeli używanie kalendarza zamiast notesu, czy plannera to możecie pominąć ten krok.

W swoim notesie od niedawna mam małą karteczkę z odręcznie naszkicowanym planem miesiąca. Tak jakby kartka z kalendarza. Oprócz tego mam większą wersję na tablicy zmywalnej.
Dla mnie jest to świetny pomysł, ponieważ muszę mieć wszystko przejrzyste. Gdy mam tylko wypisane w kolumnie daty z wydarzeniami to nie mogę sobie wyobrazić tego miesiąca i w rezultacie uczę się do ważnego sprawdzianu dzień przed nim. A teraz? Mam wszystko jasno zaznaczone i jestem zadowolony :)

Telefon


Tę rzecz na pewno każdy ma. Ja z telefonu w celach organizacyjnych za bardzo nie używam. Mam tylko na nim zdjęcie planu lekcji, wygodniej jest mi wyciągnąć z kieszeni telefon, niż z plecaka notatnik. Czasem coś zapiszę w notatniku, ale wolę w moim notesie.
Próbowałem przekonać się do Check List, ale mi nie wyszło, z kalendarza również nie korzystam, ale jeżeli ktoś lubi to proszę bardzo.

To tyle. Moje sposoby nie są zbyt skomplikowane i nie ma ich dużo, bo nie lubię otaczać się gadżetami do organizacji czasu. Więcej czasu zajęłoby mi zapisywanie tego, niż robienie danej czynności, a chyba nie o to chodzi.

PS. W żadnym wypadku nie używam kolorowych karteczek, czy zaznaczaczy (istnieje takie słowo?). Wszech obecne kolory mnie rozpraszają. Wolę, gdy wszystko jest przejrzyste.